czwartek, 6 sierpnia 2015

01.

Alice siedziała w księgarni. Zachodzące słońce, które było dobrze widoczne przez okno, przypominało jej, że jest około godziny osiemnastej i, że jeszcze trzy godziny do zakończenia pracy. Czas się dłużył i dłużył, a klientów nie przybywało. Dziewczyna sięgnęła więc po książkę, którą zdecydowała się zabrać do domu (był to jeden z przywilejów pracowania w tej księgarni).
Przewracała stronę za stroną. Drzwi nadal się nie otwierały, ale Alice jakoś bardzo się tym nie przyjmowała. I tak dostanie wypłatę.
Zarobki z księgarni nie były na tyle wystarczające, aby utrzymać dwie osoby oraz zwierze, dlatego pracowała jeszcze jako recepcjonistka w spa, ale to tylko w weekendy.
Alice cierpiała na depresję. Poza wychodzeniem do pracy, cały czas siedziała w domu. Nie pracowała tylko w poniedziałki i czwartki. W te dni zazwyczaj oglądała jakieś stare seriale, głównie o policjantach, zabójstwach i takich rzeczach, siedziała pod kocem, i jadła lody czekoladowo-waniliowe z syropem malinowym.
Kiedy Alice pogrążała się w lekturze, nie zwracała na nic uwagi. Zmieniło się to, gdy drzwi lekko otworzyły się, przy czym cicho zaskrzypiały. Dziewczyna szybko odłożyła książę (a raczej lekko rzuciła ją na biurko) i wstała, opierając się o krzesło. Nikogo tam nie było.
- Bardzo śmieszny żart... - mruknęła pod nosem i wróciła do poprzedniej czynności.
Była na sto trzydziestej pierwszej stronie. Historia opowiadała o policjantce w Kaliforni, która nie wierzyła w prawdziwą miłość. Tępiła ją na wszelkie sposoby, aż spotkała przystojnego i inteligentnego lekarza, o rok starszego od niej. Historia co prawda nie kończyła się happy endem. W między czasie, policjantka pracowała razem z dytektywami nad serią zabójst. Pod koniec książki sprawca zabił lekarza.
Alice uważała, że takie książki są najlepsze. Trochę romansu, trochę o zabójstwach (czasem czytała też horrory, ale to nie zbyt często).
Na dworze było już zupełnie ciemno. Nie ma co się dziwić, zima.
W pewnej chwili dziewczyna usłyszała tajemnicze odgłosy. Po kilku sekundach światła zostały wyłączone i zapadła ciemność. Wiedziała, że ktoś się tym zajmie. Nie wiedziała tylko kiedy.
Czekała minutę, drugą, piątą, dziesiątą i tak dalej, i tak dalej. Sytuacja z każdą sekundą była coraz bardziej straszna.
Alice układała już najgorsze scenariusze: ktoś przyjdzie i ją zabije albo przybiegną, i będą żądać okupu, albo porwą ją, i ktoś będzie musiał ją uratować, itd.
Światło się włączyło. Do pokoju weszła szefowa.
- Zbieraj się, dzisiaj wychodzisz wcześniej - orzekła. W jej głosie było słychać lekki strach i załamanie.
- Co się dzieje? - spytała z zaciekawieniem, wiedząc, że i tak nie dostanie żadnych informacji.
- Nie twoja sprawa - powiedziała stanowczo. - No już, zmykaj.
Alice wzięła swoją torebkę i wyszła z księgarni. Bardzo lubiła te dzwoneczki, które wydawały miły dla ucha dźwięk, gdy poruszyło się drzwiami.
Idąc po śniegu, oglądała okna, z których paliło się światło. Wyobraziła sobie te rodziny i mieszkania, z których zapewne tętni życiem. Urocze.
Jej dom znajdował się kilkanaście minut od księgarni. Od zawsze uważała, że fajnie jest sobie pochodzić czy pobiegać i zrzucić trochę zbędnych kalorii.
Szła w brązowo-szarej kurtce, czarnych botkach, szaro-białych rękawiczkach i białej czapce z niewielkim pomponem. Do tego czerwone policzki doskonale komponowały się z jej dużymi, niebieskimi oczami, małym nosem i pięknymi, kształtnymi ustami.

***

Witajcie!
Pierwszy rozdział Nawiedzonej... wow! :D
Ogólnie to chciałam podziękować "Patce" (xD) i Marysi za obserwowanie moich wypocin xD
Starałam się, aby rozdział był długi, ale dzisiaj brak weny :c
Dobra, bayo xD

środa, 5 sierpnia 2015

00.

Każdy wie jakie są zasady w społeczeństwie XII wieku: jesteś inny - wypadasz. Taki los spotkał Alice.
Pozornie zwyczajna dziewczyna pracująca w księgarni może skrywać swoje sekrety, ale przecież nikogo to nie obchodzi. Jesteś normalny, dopóki się nie dowiedzą, a wtedy, wtedy już po tobie. Coś zżera cię od środka, czasem nie wiesz czy przypadkiem ktoś nie przejął nad tobą kontroli. Nie wiesz co mówisz, nie jesteś sobą.
Nagle wszyscy się od ciebie odwracają, nie możesz na nikogo liczyć. Podobno "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie", ale jak masz ich poznać, skoro wszyscy uważają cię za dziwaka?
Podobno wiele osób w takim przypadku się zabiło, bo czy przyjemne jest słyszenie dzień i noc szeptów nieznanych osób, widzieć je, gdy się na ciebie gapią, a ty nie możesz ich dotknąć? Tak, mowa o duchach.

***

Witam :D
Prolog - to co dla mnie najtrudniejsze.
Wyszedł nudny, krótki... BĘDZIE DOBRZE X"DD
Na nagłówku Lily Collins | Tekstury: So-ghislaine | Szablon i nagłówek: Avia Tinar | Technologia blogger.